zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Pierwszy raz w życiu postanowiłem dać odpocząć od jedzenia moim organom wewnętrznym. Mój brat, znany z długotrwałych głodówek, zachęcał mnie do tego od dawna. Nie będę nic jadł, tylko pił wodę, dokładnie przez około 37 godzin. Od godziny 18. jednego wolnego od pracy dnia do 7.30 pojutrze. Stałem się w zbyt dużym stopniu istotą jedzącą, co jeśli nie redukuje, to przynajmniej przeszkadza w byciu istotą myślącą. Upodobniłem się pod względem mentalnym i fizycznym do naszej suki Xary, rasy labrador. Apetyt tak jej dopisuje, że gdyby nie nasze ograniczenia, chyba pękłaby, nigdy nie odczuwając głodu i na swój sposób nie rozróżniając go od apetytu. I mnie owe stany mylą się od dawna. Odkąd pewien pan nazwał Xarę „wersalką” ze względu na szerokość jej grzbietu, i zaczęła mieć problemy z truchtem przez niecały kilometr, zaordynowaliśmy jej dietę. Jeden duży kubek suchej karmy dziennie, obowiązujący wszystkich domowników zakaz dożywiania, wody do woli i w miarę naszych możliwości długie spacery. Zdążyła już schudnąć do określonego rozmiaru, i jak na razie nie chce dalej. Być może potrzebuje głodówek dłuższych niż przed dobę. Niedawno zaczęliśmy torturować ją aplikowaną raz na dobę karmą odchudzającą.

Mojego permanentnego przejedzenia najlepiej dowodzi to, że w dniu, w którym od rana nic nie jadłem, apetyt zacząłem mieć koło południa, a coś zbliżonego do głodu zacząłem odczuwać wczesnym wieczorem. Więc w moim przypadku jednodniowa głodówka stała się wyzwaniem dla woli dopiero wieczorem, co skróciło ewentualną mękę do zaledwie kilku godzin. Zbliżanie się ku owemu wyzwaniu poznałem po częstotliwości zwracania się mojej myśli ku jedzeniu. Rano jedzenie przychodziło mi na myśl co półtorej godziny, później częściej. Cały czas była to bardziej kwestia myślenia o jedzeniu jako czynności niekoniecznie żywieniowej, a raczej smakowej czy nawet estetycznej, niż pożądania pożywienia mającego zasilić organizm. Inna rzecz, że organizm zaczął się całkowicie uspokajać praktycznie od razu, a nie w którymś dniu głodówki, jak czytałem.

Okazuje się, że jeśli w ogóle można mówić o jakimkolwiek kryzysie, zaczyna się on około 15–16., ale co jest dla mnie niespodzianką, kończy się już około 21. Być może perspektywa śniadania nazajutrz tak działa. Całe przesilenie redukuje się do przełamania jednego momentu większej słabości objawiającej się powracającą kilkukrotnie myślą: „Przecież o 18. miną 24 godziny głodowania, czyli formalnie jeden dzień głodówki”. Dość łatwo wybronić się przed tą pokusą, chyba zaczynam rozumieć bijących rekordy czasowe w głodowaniu. Zapewne często kołacze się im myśl: „ A może by tak jeszcze te 12 godzin albo 2 dni, czy 1 tydzień więcej”.

Przejmująco głodny byłem może kilka razy w życiu. Nigdy nie poznałem głodu jako stanu ciągłego przez dłuższy czas, w przeciwieństwie do moich rodziców oraz zapewne wcześniejszych przodków. Oboje rodzice należeli do pokolenia wojennego i często mawiali do mnie i brata w dzieciństwie, szczególnie wtedy, gdy nie chcieliśmy jeść czegoś, co nam nie smakowało: „Za dobrze wam, nie wiecie, co to głód”. Sześć lat po śmierci Ojca, kiedy zajadam się czymś wyjątkowo smacznym, czasem wspominam go po cichu lub nawet na głos: „Szkoda, że nie może tego spróbować”.

Jeśli można nie jeść przez 37 godzin lub o wiele dłużej, to czego zwyczajnego można jeszcze nie robić przez czas dłuższy niż się ma w zwyczaju? Spać, rozmawiać, myśleć, chodzić, siedzieć, leżeć? Czytałem o pewnej Niemce, która postanowiła nie wydawać pieniędzy bodaj przez rok. Tak dobrze jej to wyszło i tak się jej spodobało, że postanowiła przedłużyć ten projekt bezterminowo. Napisała o tym książkę, która stała się bestsellerem, dzięki czemu zarobiła dużo pieniędzy. To, czemu skutecznie zaprzeczyła, ostatecznie się u niej wzmocniło. Niewydawanie pieniędzy, kiedy się je ma, jest czymś innym niż niewydawanie tego, czego się nie ma. Nierobienie czegoś, co można robić, jest może ważniejsze niż nierobienie tego, czego nie można robić. Warto eksperymentować ze zwykłymi rzeczami. Następną rzeczą, od której wstrzymam się przez (liczony w minutach) dłuższy czas, będzie myślenie o sobie w jakiejkolwiek formie. To trudniejsze od niejedzenia, bo jak nie myśleć o niemyśleniu o sobie?

Wiesław Żyznowski

Koszyk0
Brak produktów w koszyku!
0