zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Wiesława Lenczewska – wspomnienie o mojej zmarłej niedoszłej macosze

16 sierpnia 2011 | 0 komentarzy

Umówiliśmy się na spotkanie w jej domu, 21 czerwca tego roku. Wcześniej nie widzieliśmy się około dwóch lat. Już przez telefon zaproponowałem, że zrobię jej sesję fotograficzną i poprosiłem, żeby się przygotowała. Zdarza mi się fotografować starszych ludzi, nie tylko dlatego, że „tak szybko odchodzą”. Chciałem ją utrwalić na tle mieszkania, w którym od 46 lat żyła wpierw chwilę z mężem i matką, później kilkanaście lat z matką, a przez ponad 30 ostatnich lat sama. Jest ono położone trzy kondygnacje niżej w tym samym pionie co nasze, w którym mieszkałem z rodziną przez całe dzieciństwo i młodość.

Zmarła ponad miesiąc po naszym spotkaniu. Zawsze nosiła się z powojennym szykiem, wysławiała się nienagannie, jej zachowanie cechowała staranna – niemal wyszukana – uprzejmość. Wiedziała, kiedy i jak użyć swego kaligraficznego pisma, by się osobiście wyrazić. W każdym momencie ujawniała się u niej dobrze pokazywana pretensja inteligencka. Dość niski kobiecy głos wskazywał może na hart ducha, może na ponad 50 lat palenia papierosów. Uciążliwości ostatnich długich lat samotnego życia i starzenia się traktowała jako mało znaczący epilog do szczęścia kilkunastu lat w młodości. Rzewne wspomnienia przeplatała żartami na temat wysokości emerytury, czy ilości identycznych operacji, które przeszła by wyleczyć tę samą, dość banalną chorobę. Przez całe moje życie zwracała się do mnie z wyrozumiałą, czułą dobrotliwością, która cechuje dobrze wychowane ciocie. Znikają mi z oczu ostatni ludzie, którzy od zawsze – z mojego punktu widzenia – mówili na mnie i do mnie tak samo.

Mimo że znaliśmy się tak długo, ta jedna sesja fotograficzna zbliżyła nas bardziej niż znajomość przez cały przeszły czas. Zastałem ją elegancko ubraną, umalowaną, pachnącą silniej niż zazwyczaj, uśmiechniętą, ucieszoną. Starsza ciocia przemieniła się w moich oczach w kobietę świadomą swej późnej dojrzałości, bynajmniej nie ciocię. Zabawiała mnie rozmową, częstowała kawą i pomadkami, kiedy przygotowywałem aparat fotograficzny i zastanawiałem się nad strategią zdjęć. Prosiłem ją, żeby dużo pozowała, ciągle niepewny, czy choć jedno ujęcie odda aurę tamtej chwili i nasz nastrój. Obfotografowałem też wszystkie pomieszczenia, dlatego że zachowały urok małej stabilizacji lat 60. i 70. XX wieku i tak bardzo różniły się umeblowaniem i wystrojem od tych, w których mieszkałem trzy piętra wyżej dawno temu. U niej ani jedna rzecz nie zbywała, żadna nie była za duża jak na swoje ustalone od dawna miejsce, każdą dobrze znała.

By skadrować ją palącą papierosa w ciasnym pokoiku, położyłem się na pobliskiej kanapie, pozostawiając nogi na podłodze. A ona, po wypaleniu połowy papierosa, zaśmiała się: „Żaden mężczyzna nie leżał tu przez ponad 40 lat”. Poczułem się jak zauważony przez kobietę mężczyzna.

Po sesji usiedliśmy w fotelach. Opowiadała o swym byłym mężu, przystojnym aktorze, dla którego była pierwszą z pięciu żon. Potraktował ją o tyle niesprawiedliwie, że żyjąc z każdą z nich średnio 10 lat, jej dał tylko 8. Kiedyś wcześniej wspomniała mi, że nadal go kocha w jakimś sensie. Oglądając jego zdjęcia z młodości oboje zgodnie stwierdziliśmy, że nie wyglądał na wielokrotnego rozwodnika. Kilka lat temu odwiedził ją przy okazji załatwiania jakiejś sprawy mieszkaniowej. Wszedł do mieszkania, napił się kawy, a ona przekazała mu jego książkę, którą przechowywała ponad 40 lat. W żadnym wypadku nie zapytałaby go, czy była kobietą jego życia, bo bałaby się zawodu. Nie utrzymywała z nim kontaktu, jednak okrężną drogą dowiadywała się wszystkiego na bieżąco. Pewnie miała wyrobione zdanie, czy przyjdzie na jej pogrzeb, jeśli to ona umrze wcześniej. Nie przyszedł. Samotność jej doskwierała, zwłaszcza, że nie miała dzieci. Najbliższą rodzinę stanowiły kuzynka z dorosłymi córkami i ich dziećmi.

W pewnym momencie przypomniała sobie epizod z czasu, kiedy pomagała trochę mojemu niepełnosprawnemu już Ojcu w codziennych sprawach. „A wiesz Wiesiu, kiedyś twój tata próbował mi się chyba oświadczyć. Pokazał na mnie i na miejsce na obrączkę na swoim palcu. Byłabym twoją mamą”. Zmarła w sposób niezauważony przez nikogo. Jej ciało leżało przez kilka dni w mieszkaniu. Sąsiadka zauważyła, że nie rozsuwano od kilku dni firanek.

Ostatnio coraz smutniej robi się na tym blogu. Pewnie dlatego, że znam jeszcze wielu ludzi, którzy statystycznie mają umrzeć przede mną. Z wstrząsu, jaki przeżywam dowiadując się o śmierci każdego z nich, uwalniam się przy pomocy palców stukających w klawiaturę komputera.
Wiesław Żyznowski

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0