zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Pisze Miłosz o prawie degradacji i parodii: „Nie ma pomysłu, odkrycia, idei, które by, odbite w umyśle o stopień niższym albo w kościele między-ludzkim o stopień niższym, nie obniżały się proporcjonalnie. Gdyby to jednak na tym niższym poziomie zachowywały swe zalety, trochę słabsze tylko, trochę mniej wyraźne! ALE RÓŻNICA STOPNIA BYWA CAŁKOWITĄ RÓŻNICĄ JAKOŚCI i tak oto rozwodniona prawda zwraca się przeciwko wyższej jako jej parodia” (114). Spróbuję wysnuć refleksję z powyższej wypowiedzi, a będąc umysłem, hm…, pewnie zdegraduję i sparodiuję ją. Zacznę śmiało: otóż, wydaje mi się, że podwójne zaprzeczenie w pierwszym zdaniu paczy sens, jaki Miłosz miał na myśli, i że powinno być pojedyncze, mianowicie: „Nie ma pomysłu, odkrycia, idei, które by, odbite w umyśle o stopień niższym albo w kościele między-ludzkim o stopień niższym, obniżały się proporcjonalnie”. Autorowi chodzi przecież o nieproporcjonalnie – do stopnia rozwodnienia – zmieniającą się jakość myśli w miarę jej odbijania się od słabszych umysłów. Idea tylko nieco przetworzona, niemniej przez słabszy umysł, nie tyle traci na jakości „nieco”, czy nawet dużo, ile staje się parodią, czyli niemal przeciwieństwem tego, czym jest źródłowo. Boże, czyżbym poprawiał Miłosza, a może tylko redaktora lub drukarza, albo tylko wychodzę na nieproporcjonalnie innego od nich?
Powracając do samej myśli, znajduję w niej jednak pociechę dla umysłów słabszych (niż wybitne). Jeśli tylko są w stanie wyprodukować myśl oryginalną, pierwszą, źródłową, która nie jest w zauważalny dla odbiorcy sposób przeróbką myśli silniejszej – pytanie, czy w ogóle którakolwiek taką nie jest – to warto się z nimi zadawać. Obcować z drugorzędną źródłowością warto dla każdego, komu zależy na rozszerzaniu się, nie tylko pogłębianiu. Choć, jak powiedział Dostojewski: „Szeroki człowiek, szeroki, ja bym zwęził”. Jeśli źródłem jest umysł wybitny, to lepiej; ale jeśli tylko zwykły, też dobrze. A jeśli przyjdzie wybrać między źródłową myślą umysłu pospolitego a nie źródłową niepospolitego, która to różnica zresztą dla każdego czytelnika czy słuchacza wypadnie inaczej? Zadecydują skłonności: do ryzyka w danym przypadku, do samodzielności w myśleniu, do poczucia autonomiczności w ogóle. Natomiast kiedy słabszy umysł bierze się za myśl, która go przerasta, musi się poniżyć, świadomie bądź nie, ale to jest potrzebne, by się wykształcić. Wszelkie akademickie kształcenie z założenia poniża, ale w dobrym celu – by potem tego poniżania było mniej.
Okutanie dzisiejszych motocyklistów i ich skazanie przez innych na dawców organów parodiuje pierwotny „wiatr we włosach”. Uzbrojenie narciarzy zjazdowych i stoków to parodia niegdysiejszego szusowania w naturze. Oglądanie migotających obrazków w telewizji to zdegradowany odbiór obrazu. Pstrykanie kompaktami fotograficznymi to upadłe fotografowanie. Pisanie w komputerowym edytorze tekstu, polegające na niekończących się poprawkach i przeróbkach, to degradacja wypuszczania z siebie zdyscyplinowanych, gotowych zdań. Łatwość wyjawiania swych myśli w Internecie to parodia wcześniejszego wymęczania ogólności z prywatności. Wypisywanie truizmów, jak powyższe, to parodia oryginalnej krytyki, to łatwa rzecz, czyli trudna, tyle że zdegradowana.
Wiesław Żyznowski

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0