zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Lotnisko w Pradze, daleki terminal, godzina 21.45. Na środku małe stoisko z zegarkami swatch, całkowicie otwarte na przechodzących, zaplanowane pewnie z myślą o najbardziej zapominalskich spośród tych powracających do domu. Trzy niewielkie witryny dostępne ze wszystkich stron, w sumie nie więcej niż sto zegarków. I sprzedawczyni w średnim wieku przy stołeczku typu barowego. Obserwuję ją od ponad godziny. Pies z kulawą nogą nie spojrzy na te zegarki, nie mówiąc o niej. Gdyby wyparowała, nikt by tego nie zauważył. Nawet nie rusza się za bardzo, jakby absolutnie nie chciała zwracać na siebie uwagi. Pół siedzi bokiem, pół stoi, opierając rękę o mały blat, na którym stoi komputer, czytnik kart i butelka wody mineralnej; odrętwiała, patrząca przed siebie w nieokreślony sposób. Ile zegarków dziennie powinna sprzedać, żeby istnienie punktu się opłacało? Kilka? Co ona ma robić przez resztę czasu, żeby uniknąć tej nieznośności, jak ma zachować godność? Siedząc wyprostowana i dumna przez ileś tam godzin na stołeczku, na którym nie da się siedzieć? A może powinna stać ze swobodnie opuszczonymi rękami i z uniesioną głową? Ile razy może glansować szyby witryn czy poprawiać te cholerne zegarki? Dlaczego nikt z oczekujących na samolot nie zagaduje jej, jakby nie z ich powodu tam sterczała, przecież nikt inny nie przechodzi tamtędy? A ona nie będzie zagadywać.
W tej sytuacji ukryty jest jakiś głębszy bezsens, jeszcze tylko nie wiem, jaki.
Wiesław Żyznowski

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0