Miło nam było gościć licznie zgromadzonych mieszkańców, absolwentów i pracowników Liceum Ogólnokształcącego Zakonu Pijarów w Krakowie oraz sympatyków naszego wydawnictwa na spotkaniu autorskim w dniu 17 marca 2026 r. poświęconym książce „Olsza II – osiedle nieważne?”...
O wprowadzaniu się w nastrój z okoliczności poznawania slowa
Lubię czasem dać unieść się jednemu słowu. Zdarza mi się to wtedy, gdy doprowadzę się do takiego stanu, że jedno słowo, odpowiednie słowo, wypełni całą moją świadomość. Ja, to słowo i nic więcej. Powstaje wtedy szansa na to, że ogarnie mnie nastrój – wydaje się, że dokładnie taki sam – jak w czasie, kiedy słowo to wraz ze swoim znaczeniem dotarło do mnie po raz pierwszy.
W moim przypadku raczej nie chodzi o słowa poznane we wczesnym dzieciństwie ani w szkole średniej, a tym bardziej później. Idzie o słowa nabyte w niemożliwych do kalendarzowego odtworzenia momentach czystej szczęśliwości.Momenty takie są chyba nieodłączne każdej młodości, ale być może tylko młodości. Szczęśliwość i młodość rymują się nawet lepiej niż szczęśliwość i dorosłość, odpowiedzialność, zaradność. Zastanawiam się tylko, czy to taki moment szczęśliwości (nie daj Boże pomylić jej z wesołkowatością) pomagał wtedy otworzyć się na dane słowo, czy na odwrót – otworzenie się na nie w danym momencie wywoływało szczęśliwość. Dlatego że niosło rozwój, było nie było, najszczęśliwszy, jako że najużyteczniejszy w młodości.
Ostatnio zwrot „na opak” odjął mi na chwilę tak z trzydzieści lub więcej lat wraz z ich doświadczeniami i troskami.
Wiesław Żyznowski


0 komentarzy