zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Oto, przywołana ostatnio w filmie „Wątpliwość” J. Shanley’a, jedna z zawistnych rozkoszy udowadniania komuś, kogo z jakiegoś powodu nie polubiliśmy, że zrobił coś haniebnego, czego nie zrobił, że powiedział coś wstrętnego, czego nie powiedział, że …, itd.
Spotykamy bardziej lub mniej owładniętych tą rozkoszą, czasami wręcz opętanych nią, a jakiś mały epizodzik, bardziej lub mniej świadomy, może i przydarza się każdemu; nie znamy faktów, nie mamy dowodów, a oczerniamy; albo co gorsze znamy fakty i rozpowiadamy nieprawdę.
Tą nieprawdą oczerniamy osoby w jakiś sposób nam przeszkadzające, wyłamujące się z łańcuszka wzajemnej adoracji, niechętne przytakiwaniu ustalonemu porządkowi, silniejszemu, popularniejszemu; osoby poddające coś pod wątpliwość, niepokorne, wybijające się ponad obowiązującą przeciętność.
Dość przykre jest to, że aby z tym polemizować, trzeba albo wkręcić się do gry, albo zrezygnować z udowadniania własnej niewinności; w ciężkich przypadkach można wejść na drogę sądową.

Pozostaje też pytanie, czy jeśli znamy fakty i mamy dowody, a ich ujawnienie nie jest konieczne dla dobra większości, czy dla upowszechnienia prawdy dotyczącej większości, to czy możemy je ujawniać? Oczywiście nie powinniśmy, jeśli nie trzeba. Ale powinna obowiązywać ścisła zależność między winowajcą a poszkodowanym, aby winowajca nie dopuszczał się dalszej jawnej prowokacji względem poszkodowanego, bo wtenczas zostaje naruszony pewien niepisany stan równowagi.
Powtarzam moim synom: nie prowokuj drugiego dla zabawy, nie wystawiaj go na pośmiewisko, a potem nie płacz, że on cię uderzył i nie szukaj w ten sposób pretekstu aby z kolei jego uderzyć, bo twoja prowokacja była dokładnie tym samym, ciosem wymierzonym w niego.

Ula

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0