zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

 

Dopiero zdania z Przysłów piekieł, zawartych w Zaślubinach nieba i piekła. Głos Diabła, w których dotyka mnie geniusz Williama Blake’a, uświadamiają mi, że to, co robimy w ramach Wydawnictwa Żyznowski, jest bardziej romantyczne niż pozytywistyczne. Czym innym mogłoby to być, skoro jestem leczącym się całe życie z romantyzmu przedsiębiorcą, a wydawnictwo z założenia od początku wyłączyliśmy ze sfery przedsiębiorczości w znaczeniu podstawowym?

„Tratuj wozem swoim i pługiem swym przeoruj kości umarłych”. Może historykom piszącym rozprawy do książek, które wydajemy, udaje się fachowo ukazywać umarłych bez naruszania porządku ich kości zostawionych bez ruchu. Być może uprawiają tylko prośby, a przecież te „nie orzą”. Jak tylko niehistorycy wezmą się u nas za historie, w większości prywatne, co zdarza się często, „jeżdżą” dość dowolnie po kościach tych, o których piszą, to znaczy przestawiają je w inne układy pośmiertne, którymi wcześniejsze życie zmarłych mogłoby skutkować, gdyby było takie, jak wyobrazili to sobie piszący u nas niehistorycy.

„Larwa przecięta wybacza pługowi”, bo skoro już nie istnieje, cóż może poradzić na to, co jest nieodwracalne. „Umarłe ciało nie mści żadnych krzywd” nie tylko dlatego, że nie jest w stanie, ale przede wszystkim z tego względu, że już nic nie jest dla niego krzywdą, a w szczególności nie jest nią jakiekolwiek zainteresowanie ze strony żywych.

Ileż romantycznej lekkości dodaje naszemu redagowaniu przekonanie, że „każda rzecz, w którą można uwierzyć, jest jakimś obrazem prawdy”. Całkiem podobnie jak nasz rodak Andriej Wyszynski, najkrwawszy prokurator stalinowski, który dowodził, że „pełnej prawdy ustalić nie można, zaś wyroki wydaje się na podstawie wersji najbardziej prawdopodobnej”. A co, jeśli nie można uzyskać bez przerastającego nas trudu danych faktograficznych o jakimś wydarzeniu, które inaczej nie zostanie wydobyte i utrwalone oraz nie pozostawi prawdopodobnie innego widocznego śladu? Nie utrwalać w ogóle – wbrew naszej misji, utrwalać zawieszone całkowicie poza faktografią czy tę przyjąć w najbardziej prawdopodobnej wersji? Najczęściej żonglujemy między wariantami drugim a trzecim. Właśnie z kimś, kto praktycznie jako jedyny zna z opowieści lub pamięta historie pewnej wsi, pracuję nad książką, która ma je zawierać. Brak pewności co do danych faktograficznych zdarza się nam na tyle często, że wzmiankowanie tego za każdym razem w samym tekście zbytnio by go zanieczyściło. Dlatego poinformujemy ogólnie i dobitnie we wstępie książki o tej niepewności faktograficznej.

Utrwalenie historii w tekście jest zawsze jej unieruchomieniem. „W stojącej wodzie spodziewaj się trucizny”, ale jeśli nasze treści nie są trujące, to chyba dlatego, że rościmy sobie pretensje do ich interpretacji pierwszej i być może często ostatniej, ale z założenia nie ostatecznej.

Cieszy nas jako wydawców, że wkładamy tyle serca, czasu, wysiłku, środków w coś, na czego nieistnienie świat by nie zwrócił uwagi. Ale jak już to zostało utrwalone, to nie wydaje się czymś niezdatnym, co musi się zalecać do roztropności, od której uciekamy w tym wypadku jako esencji przedsiębiorczości. Blake mówi na to tak: „Roztropność jest bogata, brzydka stara panna, do której się Niezdatność zaleca”. Widać, nie gardzi on roztropnością i jej technokratyczną córą ekonomicznością, bo wie, że bywają niezbędne w określonym czasie: „Wyjm liczbę, miarę i wagę w rok nieurodzaju”. Wypada mieć na życie co najmniej dwie skrzynki z narzędziami, że użyję zwrotu ślusarzy i profesjonalnych menadżerów: mierniczą na nieurodzaj, romantyczną na urodzaj.

Powołujemy na świat książki nie niezdatne – wierzę w to – ale i nie niezbędne, wytwarzamy więc nadmiar i go lubimy. Dający w swej twórczości poetyckiej i graficznej upust niepowściągniętej wyobraźni Blake musiał mieć szczególny stosunek do nadmiaru. On sam wydaje się być jednym „Nadmiarem smutku, który się śmieje i Nadmiarem radości, który płacze”. Nadmiar wydawniczy uspokaja i osadza nas w naszych miejscach w świecie, przeciwnie do przedsiębiorczości, która może dać tylko tymczasowe miejsce w światku biznesu. Jeśli „droga nadmiaru wiedzie do pałacu mądrości”, to człowiek, który nie pozwolił sobie na nadmiar w niczym, nie będzie mądry. Nadmiar uczy nasycenia, bez którego o mądrość trudno, jeśli określać ją jako sztukę rezygnacji, dla której nasycenie jest kontrastem. „Nigdy nie wiesz, co to dość, jeżeli nie wiesz co więcej niż dość”.

Lepszym niż „Nadmiar” słowem określającym Blake’a jest „Bujność”, o której on sam mówił: „Bujność jest piękno”. Kto chce zażyć bujności twórczej w najwyższym wydaniu, niech sięgnie po dzieła Blake’a. My też mamy coraz większą skłonność do bujności. Pierwsze wydanie monografii Sierczy, które dało początek naszemu wydawnictwu w 2004 roku, po ponad 10 latach wydało nam się na tyle mało bujne, że poświęciliśmy chyba dwa lata, by zmienić to wydaniem drugim. Już od jakiegoś czasu mamy skłonność do wydawania coraz bujniejszych książek.

Tematy i materiały do publikacji pozyskujemy w naszym najbliższym otoczeniu, ponieważ tylko tam możemy sięgać po to, co nam do nich potrzebne. Podobnie jest z żywnością, która najzdrowsza pochodzi z własnego ogródka i przyrządzenia. Sięgamy po wątki i źródła czekające na zainteresowanie niemal kogokolwiek, cały czas otwarte, dostępne, o które nikt nie konkuruje. „Wszystek pokarm zdrowy łowi się bez paści i sieci”. Jesteśmy zarozumiale przekonani, że gdyby piszący fikcję swoje talenty i wysiłki w jakiejś dużej części przerzucali na zbieranie informacji i opisywanie ich najbliższego świata, zyskaliby na tym wszyscy, w tym ostatecznie i oni sami, zwłaszcza dlatego, że okazywaliby się tak paradoksalnie bardziej romantyczni niż pozytywistyczni. Choć rozumiemy, skąd tylu próbuje sięgnąć gwiazd i że każdy szuka swojej drogi do genialności: „Doskonalenie prostuje drogi, lecz drogi kręte, bez doskonalenia, to drogi Geniuszu”.

Mimo że nasza praca edytorska przez ponad 10 lat zyskała chyba pewne lokalne uznanie, nadal często, a może nawet coraz częściej łapiemy samych siebie na odczuciu martyrologicznym: „dlaczego niby akurat my jesteśmy tymi głuptasami trudzącymi się, jako że chcemy istnienia takich książek, a nikt inny pewnie by się nimi nie zajął”. Skądinąd takie same odczucia mamy jako przedsiębiorcy, którzy muszę brać na klatę wszystko, czego nie biorą na siebie ich pracownicy, a co jest konieczne do zrobienia, by przedsiębiorstwo przeżyło. Motywacje ludzi wycieńczających się nad rzeczami zasadniczo niekoniecznymi ocierają się o taką banalność. Każdy, niezależnie czym się para, z czasem zaczyna sam siebie podejrzewać o bycie głupcem, choć wcześniej miał nadzieję, że „gdyby inni nie byli głupcami, my byśmy nimi zostali”.

Uprawianie iście romantycznego nadmiaru i bujności wydawniczej wzmacnia w nas w jakiś podskórny i trudny do wyjaśnienia sposób chęć trwania w tym i innych głupstwach. Blake pisał, że „Gdyby głupiec wytrwał w głupstwie swoim, stałby się mądry”. Dlatego jednak powinniśmy się martwić, bo wychodzi na to, że aspirujemy bardziej do mądrości niż do innych ważniejszych rzeczy do osiągnięcia, na przykład rozumienia świata, chyba że mądrość definiować inaczej niż sztukę rezygnacji.

Wiesław Żyznowski

Hat Yai, 22 maja 2017

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0