zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Właśnie zapytałem pewnego znajomego Chińczyka (obywatela Nowej Zelandii, po studiach w Szkocji, mieszkającego w Malezji, pracującego w Tajlandii, a może niedługo w Polsce), czy zna to chińskie przysłowie. Odpowiedział, że nie, ale gdyby chodził do chińskiej szkoły podstawowej, znałby. Zresztą wcześniej reagował tak samo, kiedy pytałem go o inne powiedzonka, w Polsce dobrze znane jako chińskie.
Kiedy się choruje na coś, nie tylko leczy się to, ale ze zmartwienia dba się w ogóle o zdrowie. Byle tylko choroba była w sam raz: ani błaha, ani groźna. Można tak pożyć długo. W razie braku (rozpoznanej) choroby człowiek ma skłonność do popuszczania sobie i, co gorsza, lekceważenia pierwszych symptomów, gdyby takie się pojawiły. Łatwiej więc o nieszczęście.
W ogóle dobrze jest mieć jakiś (uświadomiony) problem na resztę życia, byle nie za mały, nie za duży. Do takich zaliczyłbym problemy z pochodzeniem, wyglądem, wykształceniem. Żaden z nich ani im podobnych nie złamie człowieka, a wystarczy do tego, żeby pogonić króliczka, którym jest się samemu. Komuś, kto nie musi gonić takiego króliczka, nie ma czego zazdrościć. Uciekając od swych korzeni, można zalecieć tak daleko, że wróci się do nich z drugiej strony. Nad swój wygląd można nadbudować tyle, że zwraca uwagę już tylko on. Wykształcenie można uzupełniać aż do utracenia go jako cechy swoistej.
Nie ma to jak destylujące się od dawna prawdy, jak ta chińska. Jakież jeszcze mielibyśmy, gdyby świadoma ludzkość trwała dłużej.
Wiesław Żyznowski

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0