zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Beck popełnił więcej niż zbrodnię. Popełnił błąd, przez który wielu Polaków stało się zdrajcami. On i współcześni mu rządzący oddali Niemcom we władanie Polskę i Polaków. Czyniło ono niektórych zdrajcami wbrew ich naturze i woli. Polak współpracujący z Niemcami, szczególnie na czyjąś szkodę, uchodził w oczach innych Polaków za konfidenta. Co o tym decydowało? Zdrady instytucjonalnej, zbiorowej i czynionej nie pod groźbą kary śmierci dopuściło się na przykład sporo górali zamieszkujących Podhale. (Mój znajomy ze szkolnej ławy dla dorosłych, autor ciekawej i erudycyjnej Góralszczyzny, Jan Hodóra, w swojej ksiażce pisze Górale wielką literą.) Pierwszą przyczyną hańby przede wszystkim liderów, ale i członków proniemieckiego ruchu góralskiego Goralenvolk była naiwność artylerzysty Becka wobec Anglików. Gdyby Beck i pozostali rządzący zawarli skuteczny sojusz z Niemcami, doszukiwanie się germańskich pierwiastków u górali miałoby inny wydźwięk, podobnie jak zawiązywanie komitetów współpracy z Niemcami.

Wnuk jednego z czołowych góralskich zdrajców, Henryka Szatkowskiego, Wojciech Szatkowski opublikował monografię tematu: Goralenvolk. Historia zdrady. Za góralskiego zdrajcę numer jeden od początku uchodził i nadal uchodzi „książę góralski” Wacław Krzeptowski, prezes i energiczny działacz proniemieckiego Komitetu Góralskiego. Jego portret w odświętnym stroju regionalnym, napuszonego i z wąsikiem przystrzyżonym na Hitlera (W. Szatkowski, Goralenvolk, Zakopane 2012, s. 46) wyznacza chyba granicę tego, jak głupio może wyglądać człowiek skądinąd w pełni rozumny. Co za oczy! To o nich członkini Konfederacji Tatrzańskiej, Jadwiga Apostoł – Staniszewska, napisała: „Miał twarz opuchłą od pijaństwa i beznadziejnie głupie oczy” (ibidem, s. 152). Dobry losie, nie chciałbym mieć takich oczu i takiego wyrazu twarzy.

Autor Goralenvolku powiedział w jednym z wywiadów, że najtrudniejszy do napisania był dla niego rozdział, w którym wspomina dobre wojenne strony Wacława Krzeptowskiego, zatytułowany „Wacław Krzeptowski, próba oceny działalności «góralskiego księcia» w latach 1939–1945”. Okazuje się, że negatywny bohater pomógł wielu ludziom, ratował życie, a także nie przekraczał pewnych granic; czytamy o nim na przykład:

Wiedział o „melinach” w Zakopanem i w Kościelisku słynnego kuriera tatrzańskiego Józefa Krzeptowskiego „Józka”, ale go Niemcom nie wydał. Bardzo bliskie więzi rodzinne i krwi stanowiły w tym przypadku granicę, której „góralski książę” nie przekroczył (ibidem, s. 151).

Szatkowskiemu niezręcznie pisać o dobrych stronach zdrajcy tej miary co Krzeptowski. Co prawda wspomina także o korzyściach dla mieszkańców regionu płynących ze współpracy z Niemcami, ale też jakby z trudnością. Nie robi ogólnego bilansu zysków i strat, jako że zdrada jako antywartość przeważa wszelkie wartości.

Trudno powiedzieć, czy to jedyna zdrada Polaków, która spełnia kryteria: instytucjonalności, zbiorowości, braku zagrożenia życia. Przedwojenni granatowi policjanci zostali wojennymi granatowymi policjantami pod groźbą kary śmierci. Nie wiem, na ile Niemcy stosowali przymus wobec pracujących dla nich polskich urzędników. Czytałem gdzieś, że funkcjonariusze skarbowi bywali bezlitośni w ściąganiu podatków podczas wojny. Czy istnieje jakieś opracowanie tego tematu? Bez przerwy i na każdym kroku spotykam się z przekazem o bohaterstwie Polaków w walce z wrogiem. Nie czytałem zbyt wielu zdań na temat urzędników polskich pracujących dla Niemców. Władysław Bartoszewski czyni rozróżnienie na temat pracy swojego ojca podczas wojny:

Zatelefonował do mojego ojca, który wtedy był kierownikiem budynków Banku Polskiego, a przedtem urzędnikiem Banku Polskiego. Ojciec nie chciał pracować w Banku Emisyjnym [praca w tym banku uważana była za pewną formę kolaboracji]. (W. Bartoszewski, Zarzewie Żegoty, „Polityka”, nr 49, 2012.)   

Tadeusz Markiel w Zagładzie domu Trynczerów (na s. 64) pisze:

Jeszcze nie doznaliśmy okrucieństwa niemieckich służb tyłowych, żandarmów, esesmanów i gestapo. My, dziesięciolatki, traktowaliśmy Niemców w kategorii zmiany władzy, nie utraty niepodległości. We wsi ludzie pamiętali chłopskie strajki pacyfikowane przez swoich, granatowych, krzywdy ze strony urzędników i sądów, krzywdy ze strony ekonomów i polowych w folwarkach wschodniej Polski […].

Nie wiem, czy polscy urzędnicy z początku nie potraktowali Niemców podobnie, a później większość z nich już tak się przyzwyczaiła. W końcu urzędnicy, jak to bywa z ludźmi, są przeciw bliźniemu, jeśli to dla nich korzystne. Zdrad instytucjonalnych i zbiorowych pośród Polaków i polskich Żydów było znacznie więcej, jeśli brać pod uwagę tych ogarniętych śmiertelną trwogą i bezpośrednim zagrożeniem życia. Naoczny świadek zagłady Żydów wielickich, Maria Bill Bajorkowa, opisywała w codziennym pamiętniku z sierpnia 1942 roku (Żydzi Wieliczki i Klasna, red. U. Żyznowska, A. Krzeczkowska, Siercza 2012, s. 315):

Dr Landau mówił mi, że rabini mieli przemawiać do Żydów, nakłaniając ich, aby nie sprzeciwiali się woli Niemców i aby wykonywali wszystko, co Niemcy rozkażą. Swoją mowę zakończyli słowami: „Niech się los spełnia, niech się potwór nażre!”. Rezultat tych apeli jest taki, że Żydzi wcale nie myślą o samoobronie, zrezygnowani mówią „niech się los spełnia…” i czekają.

A wysiłek wojenny czyniony przez Chaima Rumkowskiego i podległych mu Żydów w getcie łódzkim dla Niemców? Mój inny kolega ze szkolnej ławki dla młodzieży, autor książek dla uczonych, zwrócił mi uwagę na to, że nie napisano jeszcze ani jednej monografii z prawdziwego zdarzenia na temat wojennych Judenratów.

c.d.n.

Wiesław Żyznowski

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0