zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Czytam w Wikipedii na temat falsyfikacjonizmu Poppera. Filozof ten wprowadził pojęcie falsyfikowalności jako kryterium podziału wiedzy na naukową i nienaukową. U podstaw tej hipotezy legło pewne założenie. Żadna wiedza nie może być weryfikowalna, to znaczy nie da się udowodnić jej prawdziwości, stąd kryterium weryfikowalności nie jest odpowiednie do uznawania danej wiedzy za naukową bądź nienaukową. Natomiast odpowiedniejszym kryterium do tego jest falsyfikowalność – w sensie wskazania (przez jej twórcę, ale nie tylko) takiej sytuacji, warunków czy doświadczenia, które by daną wiedzę obalało. Zgodnie z tym, wiedzę na temat płaskości ziemi można było uznać w swoim czasie za naukową, gdyby zawierała warunek obalający (falsyfikujący) ją, to znaczy wskazywałaby doświadczenie dowodzące jej niepłaskości, dajmy na to: ukazujące jej kulistość sfotografowanie ziemi z kosmosu. Doświadczenie falsyfikujące daną wiedzę – więc nadające jej status naukowości – nie musi spełniać wymogu wykonalności w momencie zgłoszenia go. Tak jak sfotografowanie ziemi z kosmosu było niewykonalne tysiące lat temu, kiedy już podano w wątpliwość płaskość ziemi (jako pierwszy spośród znanych nam zrobił to bodaj Arystarch z Samos).

Nurtuje mnie stosowanie kryterium falsyfikowalności w kwestiach potocznych, to jest nienaukowych. Być może w tym przypadku powinno się ów wymóg nazwać inaczej, niech to będzie „warunek obalający”. O ile wiem, żaden z kościołów czy wyznań nie podaje warunków obalających ich własne wierzenia. Dzięki temu na przykład niespełniający wymogu falsyfikowalności kreacjonizm, funkcjonuje w świadomości wielu ludzi na równych prawach, co ewolucjonizm. Natomiast warunek obalający spełniają np. rządy demokratyczne co do wyboru rządzącego. Kto nie uzyska większości w wyborach powszechnych, nie rządzi. Spełniają go także często instytucje demokratyczne i mechanizmy wolnorynkowe. Dotacji rolnych nie dostanie ten, kto ma mniej niż 1 ha gruntu. Biletu w kinie nie kupi ten, kto nie zapłaci za niego 30 zł i tak dalej. Gwoli ścisłości, wspomniane instytucje spełniają określony warunek obalający najczęściej na dany moment, natomiast niekoniecznie przez dłuższy czas. Zaczynasz prowadzić własną firmę przy opodatkowaniu dochodu załóżmy 20%, ale nie wiesz, czy rząd nie zmieni tego opodatkowania za jakiś czas, podczas gdy ty zaciągniesz łączące się z tym opodatkowaniem zobowiązania, z których ten sam rząd nie pozwoli ci się wycofać wskutek zmian w opodatkowaniu. Nie możesz więc podjąć decyzji o rozpoczęciu działalności na podstawie warunku obalającego, zgodnie z którym nie będziesz rozpoczynał działalności, jeśli opodatkowanie wzrośnie w przyszłości do tylu a tylu procent wysokości dochodu.

Posługiwanie się warunkiem obalającym wygląda mi na pomocne przy podejmowaniu decyzji. Przed podjęciem każdej nieoczywistej decyzji, można próbować sobie wyobrazić, co by się musiało stać, żeby spowodować podjęcie innej decyzji (lub niepodjęcie żadnej). Im większą ktoś ma skłonność do wiary w jedyną słuszność określonej decyzji, tym usilniej winien szukać warunku obalającego podjęcie takiej decyzji. Nie x, jeśli nie y. Nie podejmę decyzji o zrobieniu x, jeśli nie wymyślę sytuacji y, w której nie mógłbym (nie powinienem) podejmować decyzji x. Nie kupię tego samochodu za 50 tys. zł, jeśli nie znajdę innego samochodu, za który byłbym skłonny zapłacić 55 tys. zł. Pracodawco, proponując mi 2000 zł pensji, opisz sytuację, w której mógłbym zarobić 3000 zł. Pracowniku, chcąc podwyżki z 2000 zł na 3000 zł, podaj okoliczności, w których ta podwyżka by ci się nie należała. Namawiasz mnie do czegoś? Podaj sensowne tak dla ciebie, jak i dla mnie okoliczności, w których na pewno nie powinienem się na to zgodzić.

Warunek obalający można także próbować stosować w sprawach sercowych, jeśli chce się ryzykować racjonalizowanie ich. Nie wyjdę za tego chłopaka, póki nie wymyślę sensownej sytuacji, w której nie chciałabym być zamężna z nim. Na przykład, gdyby miał mnie zdradzać, nie chciał mieć ze mną dzieci, miał nie podawać mi śniadania do łóżka w niedzielę, krzyczeć na mnie, stać się alkoholikiem. Nie wyjdę za niego, póki nie znajdę innego, za którego także byłabym skłonna wyjść. Nie wyjdę za niego, póki nie poznam bliżej trzech chłopaków zdecydowanie atrakcyjniejszych od niego. A żebym mu uwierzyła, że mnie kocha, musi on (między innymi) wskazać sensowną sytuację, w której kochać mnie na pewno nie będzie. Nie wyjdę za niego, póki nie zakocham się w innym, bardziej niż w nim. Bo gdyby miał mnie zdradzać, zakochiwać się w innych, nie chciał mieć ze mną dzieci, miał nie podawać mi śniadania w niedzielę, krzyczeć na mnie, stać się alkoholikiem, okazać się w moich oczach nie jedynym wymarzonym do zamęścia, jawić się jako nie najatrakcyjniejszy i niekoniecznie mnie kochający, a nawet nie jako moja jedyna miłość, to co? Jeśli za niego nie wyjdę, to chyba dobrze dla niego, a na pewno dobrze dla mnie – przy tylu potencjalnych przeciwwskazaniach. Tak samo dobrze, jeśli za niego wyjdę – mimo tylu potencjalnych przeciwwskazań.

Mimo że przy stosowaniu warunku obalającego w sytuacjach sercowych, może wyjść na to, że tak dobrze, a inaczej jeszcze lepiej, miejmy nadzieję, że kandydaci do małżeństw nie są aż tak przemyślni. Inaczej Polska wyludniałaby się jeszcze bardziej. Stosowanie przez Polaków (mowa tu raczej do nich, choć to uniwersalny warunek) warunku obalającego w sytuacjach innych niż sercowe, może tylko Polskę, bardziej niż teraz, zaludniać.
Wiesław Żyznowski

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0