zyznowski.pl - wydawnictwo i księgarnia online

Przysłowie niemieckie, którym się przejąłem w wieku nastoletnim, mówi: Wievielen Sprachen du sprichst, sooftmal bist Mensch. „Iloma językami mówisz, tylekroć jesteś człowiekiem”. Widzę w nim sugestię, że ponieważ nasze duchowe bycie toczy się przede wszystkim w języku, jedno bycie może mieć miejsce w języku ojczystym, inne ewentualnie w innych. Pamiętam dobrze z młodości przebłyski bycia innym człowiekiem w niemczyźnie i żałuję, że się nie rozszerzałem bardziej w tym względzie. W młodości przejmowała mnie bardziej możliwość zwielokrotniania języków, obecnie zaś ważniejsza dla mnie jest możliwość bycia równolegle różnymi ludźmi. Można to osiągnąć nie tylko przez nauczenie się języka obcego i bycia w nim.

Można też być jakby więcej niż jednym człowiekiem, żyjąc powtarzalnie, najlepiej w miarę regularnie, w dwóch miejscach na świecie. Chodzi mi o drugie życie, jeśli nie w pełnym zakresie, to jednak w znacznie większym niż bycie turystą na wczasach czy na wycieczce. Dobrze, jeśli miejsca, w których się żyje, różnią się wyglądem, klimatem, zwyczajami ludzi, językiem, możliwościami osobistego wykorzystania, a także odgłosami i zapachami. Żeby żyć drugim życiem, trzeba wchodzić z miejscowymi osobami, najlepiej ciągle tymi samymi, w relacje w miarę naturalne dla nich, nauczyć się w jakimś stopniu funkcjonować na sposób lokalny, mieć sprawy do załatwienia na miejscu, zadania do wykonania, problemy, wzloty, upadki do przeżycia, dotykać lokalnych realiów bez pośredników typu concierge w hotelu.

Po przemieszczeniu się między swoimi miejscami drugi, trzeci, trzydziesty raz miejsce, do którego się przybyło, wypycha z głowy to, czym była wypełniona przed rozpoczęciem podróży. Bardzo szybko nawiązuje się ciągłość z rzeczami, sprawami, odczuciami, które się tu pozostawiło. Rozmowy z tutejszymi znajomymi i przyjaciółmi rozpoczyna się niemalże od punktu, w którym się je tu skończyło. Nawet jeśli było to kilka, kilkanaście miesięcy temu. Wracają problemy i przemyślenia, które się tu miało i do których się nie wracało, będąc gdzie indziej. Bywa, że człowiek okazjonalnie zmienia do pewnego stopnia swoje odruchy, sposób mówienia i myślenia, sposób postrzegania rzeczy i spraw, zwyczaje, a nawet poglądy. Wraca się do obietnic, które się tu kiedyś złożyło, idzie się na obiecane a nieodbyte obiady. Używa się przedmiotów i ubrań przeznaczonych tylko do tego miejsca, czyta się inne książki i gazety. Żyje się życiem równoległym do żywotów, które ma się w innych miejscach.

Chyba najciekawsze w życiu równoległym jest to, że im dłużej się je przeżywa w powtarzających się fragmentach i w ich ramach ewentualnie intensyfikuje, tym bardziej ono się usamodzielnia w psychice, oddzielając się od innych żyć. Wszystkie kawałki owego życia wiążą się w świadomości człowieka w nową całość. Mniej w niej „stałych fragmentów”, znanych z życia podstawowego, tych, które jako najbardziej oswojone szybko zacierają się w pamięci, skądinąd powodując, że ludzie im starsi, tym w swoim odczuciu żyją szybciej. Owa całość alternatywnego życia może nawet wywoływać poczucie, że gdyby się przeżyło tylko ją, to może od biedy wystarczyłaby za jakieś życie. A stąd już niedaleko do tego, by ktoś mógł powiedzieć: żyję więcej niż jednym życiem.

Ludzie, którzy nie szukają żyć równoległych, będą jeździć na wczasy w coraz to inne miejsca, natomiast szukający ich – upatrzą sobie jedno miejsce lub nawet sprawią sobie drugi dom. Marynarze i ci, którzy wykonują zawody wymagające ciągłego przemieszczania się w obrębie tych samych miejsc lub sytuacji, mogliby się wypowiedzieć w sprawie. Pewnie tak samo emigranci – o ile na przykład wracają do ojczyzny w jedno miejsce. Ile żyć przeżywasz, tylekroć jesteś człowiekiem.
Wiesław Żyznowski
Hat Yai, 28 lutego 2010 roku

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
0